OSZCZĘDZANIE

Śladami Warrena Buffetta

Wiecie jaki dzisiaj mamy dzień? Myślisz sobie – co za gość, nie wie? No czwartek przecież, 23 kwietnia 2020 roku. No tak. Ale jest to data szczególna. Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. I dlatego dzisiaj przekażę Wam moją ocenę wyjątkowej w wielu aspektach książki – “Śladami Warrena Buffetta” autorstwa duetu Przemysław Gerschmann i Tomasz Jaroszek.

American dream

Po przeczytaniu pierwszego wieczoru prawie 70 stron i przejrzeniu zdjęć znajdujących się w dalszej części książki, a relacjonujących wyprawę autorów do Omaha, miałem bardzo miły sen. Były to wspomnienia z mojego pierwszego wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. W szczególności ponad 6 godzinną podróż Greyhound’em (takim polskim PKS’em) z Los Angeles do Las Vegas – bardzo podobną do tej jaką przebyli autorzy książki. Znajduje oczywiście więcej analogi w naszej podróży. W 2001 roku, jako student i uczestnik programu “Work and travel” postrzegałem Stany Zjednoczone i możliwość pracy w kasynie (Flamingo – być może znasz, jeśli oglądałeś “Ocean’s Eleven“) jako szansę na swoje małe “american dream”. Tak jak ja miałem możliwość poznać lokalną społeczność, zarazić się potężną dawką życiowego optymizmu, poczuć na żywo czym są kasyna dla amerykańskiej społeczności, tak autorzy mieli okazję przeżyć niesamowite chwile spędzone podczas największego na świecie święta inwestorów, które zapewne będą miały wpływ na ich dalszy rozwój.

Panowie Jaroszek i Gerschmann

Kiedy skończyłem drugi rozdział, czułem, że po tej lekturze nie będę już sięgał po inne książki związane z osobą Warrena Buffetta. Dwa pierwsze rozdziały bardzo mocno do mnie trafiły. Jakbym wypił kilka puszek Red Bull’a. Częściowo pewnie dlatego, że wcześniej nie wnikałem szczegółowo w “tajemnicę” sukcesów inwestora wszech czasów (ale próżność ze mnie wybiła – niby gość od finansów, a zlekceważył taką naukę). A trzeba przyznać, że osobowość Warrena Buffetta autorzy przedstawili w bardzo interesujący sposób.

Nawet wiem dlaczego – bo to nie zwykli dziennikarze, którzy pojechali zrobić relację, tylko pasjonaci!

Tak – Tomasz Jaroszek i Przemysław Gerschmann to prawdziwi pasjonaci! Nie tylko inwestowania i nauki tego rzemiosła, ale również przekazywania wiedzy innym. Wielki szacunek Panowie za Waszą pracę! Jako Polak, jako człowiek, któremu również zależy na jak najwyższym poziomie edukacji finansowej, jestem niezmiernie dumny i szczęśliwy, że to młode wilki z Polski wpadły na pomysł wyjazdu do Omaha. Następnie zrelacjonowania tego wydarzenia dla budowanej przez nich społeczności i finalnie napisania tej książki.

Nauka, nauka i jeszcze raz nauka

Lubię się dzielić swoją wiedzą z moimi klientami. Wiem, że to doceniają. Sam uczę się również cały czas (tak jak przykład nam daje nasz Prezydent). Najlepszą nauką są oczywiście własne błędy – bo je się pamięta najdłużej, ale z lektury książek też można swoje wyjąć. Przykład: w latach kryzysowych, takich jak 1973-1974, kiedy akcje traciły 50% lub 1987, kiedy to traciły 25% Warren Buffett kupował akcje. No ok, ale żeby kupić trzeba mieć gotówkę. Czyli nie kupował za wszystko co miał. Trzymał “rezerwę” na właściwy moment. Tym bardziej szacunek, przecież gotówka musiała mu rozwadniać wynik za poprzednie lata. Oczywiście gotówka również pojawiała się w jego portfelu z regularnych dywidend, wypłacanych przez akcje przez niego posiadane.

Porównajmy to do zachowań wielu inwestorów, zwłaszcza tych początkujących. Pełne zakupy od razu – co mam to wydam, bo pewnie urośnie. Takich przykładów jest wiele w książce. I nawet jeśli nie są one dodatkowo skomentowane, to każdy znajdzie coś, co akurat dla niego będzie ważne i istotne do zapamiętania i zastosowania.

W książce nie znajdziesz “złotego graala” czy innego uniwersalnego przepisu na zarabianie na giełdzie. Znajdziesz za to mnóstwo inspirujących przykładów, które samodzielnie musisz strawić i wyciągnąć z nich wnioski. Dowiesz się również, że Warren Buffett nauczył się kontaktu z szerokim światem, nie był wrodzonym mówcą. To również jest przykład tego, że wiele możesz się nauczyć, musisz tylko znaleźć na to swój sposób. Być może, że kilka historii z życia Warrena Buffetta stanie się dla Ciebie inspiracją. Nie tylko tą związaną z zarabianiem na giełdzie, ale życiową. Przynajmniej tak na mnie zadziałała lektura tej książki. Życzę Ci podobnych wrażeń.

Luźne refleksje po lekturze

Książka uświadamia wiele wydawałoby się prostych zagadnień. Często lekceważonych. Na przykład fakt długoterminowego budowania kapitału. Warren Buffett robi to już ponad 70 lat. Odnoszę wrażenie, że nasze społeczeństwo wskutek braku edukacji finansowej omija ten temat szerokim łukiem. Kredyt hipoteczny na 30 lat jest ok, ale jeśli mamy zaplanować 30 letni okres oszczędzania na emeryturę to odpowiadamy – “Panie, a ja tam wiem, czy będę żyć?”. Smutna prawda.

Lektura książki składnia również do refleksji w jakich czasach przyszło nam żyć. Otóż dowiadujemy się, że klienci Warrena Buffetta przez pierwsze 12 lat działania jego spółki osiągali 25,3% zysku średniorocznie, już po odjęciu prowizji od wyniku. W tym czasie Dow Jones zarabiał średniorocznie 9,1%. Pomimo takich wyników większy rozgłos Buffett uzyskał dopiero w 1969 roku, kiedy napisał o nim Forbes. Od razu porównałem sobie to do dzisiejszych realiów, kiedy to świat zawładnięty przez social media jest pełen ofert – “to właśnie ja nauczę Cię inwestować”. I buch! “Naganiacz” złapał Cię w swoje sidła na kursik inwestowania za parę tysięcy złotych, bo przecież już za chwilę, jak go ukończysz będziesz milionerem. W którą stronę ten świat idzie?

Innym jeszcze elementem, który daje do myślenia jest aktywny tryb życia jaki prowadzą Panowie Buffet i Munger. Przecież oni mają razem 186 lat! Kolejny przykład tego, że aktywność zawodowa po osiągnięciu upragnionego przez wielu wieku emerytalnego działa pozytywnie, dodaje energii i jak widać przedłuża nasz żywot na planecie Ziemia.

Słabe strony książki

Żeby nie było tak idealnie. Coś musiało im przecież nie wyjść. Pomijając efekt uniesienia spowodowany osobistymi wspomnieniami z USA, irytował mnie fakt braku pewnej spójności w odniesieniu do konkretnych osób. Kilka przykładów. Raz Ben, innym razem Benjamin. Raz Kat Graham, innym razem Katharine, a przecież w genialnym filmie “Czwarta władza” główną postać znamy jako Kay Graham. Dosłownie przysłowiowego kota można dostać i myślę, że ktoś słabiej zorientowany w temacie może się pogubić o kogo w końcu chodzi.

Kilka razy są wspomniane wydarzenia czy sytuacje, które już wcześniej zostały opisane. Czytając odniosłem wrażenie, jakby autorzy zapomnieli, że już o tym wspomnieli, bo dla mnie nic to nie wnosiło w danym miejscu i nie wymagało przypomnienia.

Korektor chyba się mocno spieszył – cytat przed drugim i czwartym rozdziałem jest ten sam. No ale to wszystko drobnostki do ewentualnego poprawienia w drugim wydaniu.

Biznes po amerykańsku

Relacja z wydarzenia jakim jest walne zgromadzenie akcjonariuszy Bershire Hathaway pokazuje jak się robi biznes w amerykańskim stylu. Wielki rozmach i show, momentami tandeta, ale zakładam, że atmosfera na miejscu jest fantastyczna. Namiastkę tego czułem będąc na meczu NBA, walkach bokserskich w MGM Grand czy festynie pracowniczym we Flamingo Casino.

Pajacyk

Książkę kupisz na oficjalnej stronie sladamibuffetta.pl. Panowie przekazują 4 PLN z każdej sprzedanej książki na akcję Pajacyk, fundując tym samym posiłek dla dziecka. Szacunek za tą akcję. Dobro wraca.

Podsumowanie

Nie wiem czy sięgnę w najbliższym czasie po inne książki dotyczące osoby Warrena Buffetta (pomimo faktu, że mam co nadrabiać w tym zakresie). Obawiam się, że jakość “Śladami Warrenna Buffetta” i emocjonalny, narodowy stosunek do niej, spowoduje, że gdy sięgnę po inną nie będzie już tego dreszczyku emocji. Coś w stylu jakbym się przesiadł z ulubionego BMW do 25 letniej Skody Felicia.

Myślę, że książka jest wartościowa nawet dla ludzi niezwiązanych z giełdą. Jest też – nie wiem czy taki był zamiar autorów – w pewnym sensie podręcznikiem biznesu. Wiele przykładów jest bardzo inspirujących i motywujących (niesamowita pani Blumkin :).

Słowa uznania dla autorów, że cały projekt “Śladami Warrena Buffetta”. To nie jest tylko książka. Do tego materiały dodatkowe. To również 10 000 członków grupy na facebooku.

Warto jeszcze wspomnieć, że książka została wydana drogą selfpublishingu. No i wielki plus za formę. Książka jest poręczna, ma dobry papier i jak dla mnie obowiązkową grubą oprawę. Będę do niej z chęcią wracał. Nastraja optymistycznie. Po prostu daje kopa i motywuje do pracy nad sobą. Przemysław Gerschmann i Tomasz Jaroszek – dziękuję Wam za tą książkę. Kawał dobrej roboty. Trzymam za Was kciuki, abyście jeszcze pokazali w przyszłości kolejny ciekawy projekt. Tylko mam dla Was złą wiadomość … wysoko postawiliście sobie poprzeczkę :).

Related posts
ETFOSZCZĘDZANIE

Portfel emerytalny na DEGIRO - cz.2 (luty - kwiecień 2020)

OBLIGACJEOSZCZĘDZANIE

Obligacje oszczędnościowe - czy warto się nimi zainteresować?

OSZCZĘDZANIE

Strategia uśredniania na 7,19% z funduszami Generali Investments TFI

OSZCZĘDZANIE

Jak dzięki uśrednianiu, tracąc 75%, zarobiłem ostatecznie 150%?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona wykorzystuje pliki cookies w celu prawidłowego jej działania oraz korzystania z narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły znajdują się w polityce prywatności. Możesz zarządzać ustawieniami plików cookies, klikając w przycisk "Ustawienia". Ustawienia Rozumiem i akceptuję